miłe złego początki a koniec żałosny
Niestety po raz kolejny dochodzę do wniosku, że to wszystko jest chuja warte.
Jeffrey i jego kumpel rozkradli mnie do granic możliwości. Maksymalnie wykorzystali moje zaufanie, rozkradli bezbronną w środku lasu i porzucili.
Moje prace poszły do kosza i nie mam pojęcia, czy ktoś tego będzie potrzebować. Pracy dla mnie tu nie ma ale są za to wrogowie. Wrogów i hejterów jest wielu. Przyjaciel jest tylko jeden - mój pies.
Mogę liczyć tylko straty. Dobro nie wraca w Poznaniu na Piątkowie. Pozostaje mi się wyizolować w smutku i przybić się do krzyża i sobie na nim wisieć. Nie pierwszy raz zresztą. W takim gównie tu tkwię a i tak nikogo to nie obchodzi i nie obchodziło i nie będzie obchodzić. Nie ma pomocy, nie nadejdzie. A może być jeszcze gorzej.